Fantazja


Idę ruchliwą ulicą, patrzę na numery szukając właściwego. Wreszcie jest, dzwonię domofonem:
- słucham.
- dzień dobry, jestem umówiona na 16.00.
- proszę.
Wchodzę nieśmiało, pani w recepcji uśmiecha się zachęcająco. Podchodzę, przedstawiam się i podaję kartkę na której jest napisane za co należy mi się kara, jakimi przedmiotami może być wymierzona i jak w przybliżeniu powinna wyglądać osoba wymierzającą karę. Pani czyta uważnie, wpisuje do komputera, drukuje coś, wkłada do koperty, zakleja i mówi sumę. Płacę i dostaję kopertę z numerem pokoju.
- zapraszam na pierwsze piętro – pani mówi bardzo uprzejmie.
Powoli wchodzę na pierwsze piętro, idę długim korytarzem sprawdzając numery. Z jednego z pokoi wyraźnie słychać świst bata i krzyki. Przyspieszam kroku. Nagle spostrzegam numer „swojego” pokoju. Serce bije szybciej, mam ochotę się wycofać, ale jednak delikatnie pukam.
- proszę – słyszę donośny męski głos.
Wchodzę. Przy stoliku siedzi postawny, dojrzały mężczyzna.
- poproszę o kopertę
Bez słowa podaję kopertę i delikatnie się rozglądam. Na ścianie wisi wieszak, na którym widzę wszelkie możliwe przedmioty potrzebne do ukarania: kilka pasów, kilka dyscyplin, kilka rzemieni, pejcz, trzcinki... W wiadrze na podłodze moczą się rózgi. Czuję jak przebiega mnie dreszcz. Na środku pokoju stoi coś w rodzaju wyprofilowanej leżanki, z wyraźnym uwypukleniem miejsca pod brzuch.
- widzę, że zasłużyła pani na potężne lanie – mówi pan podchodząc do wieszaka. Zdejmuje pas, dyscyplinę i rzemień.
- została pani wyznaczona kara: po 30 uderzeń ręką, pasem, dyscypliną i rzemieniem. Proszę się rozebrać.
Bez słowa zaczynam się rozbierać, ręce mi drżą. Nie bardzo wiem, co zdejmować najpierw, czuję zawstydzona, że muszę być naga. Staram się więc szybko rozebrać. On ustawia krzesło, siada i zaprasza mnie gestem. Podchodzę, a on pociąga mnie za rękę i przekłada przez kolano. Sekundę później dostaję pierwszego klapsa:
- proszę liczyć – pada komenda.
Posłusznie zaczynam liczyć. Rękę ma mocną, przy 20 uderzeniu jęczę i wiercę się.
- proszę leżeć spokojnie – strofuje zdecydowanym głosem.
Staram się, ale musi mnie mocniej przytrzymać. Po skończonej 30 puszcza mnie i poleca położyć się na leżance. Kładę się i czuję ze wstydem, że tyłek jest mocno wypięty.
- ręce proszę wyciągnąć przed siebie – pada polecenie – i głośno liczyć
Zaczyna się lanie pasem. Bez jęków wytrzymuję pierwszych 5, potem już zaczynam krzyczeć. On bije powoli, dając odpocząć po każdym razie, ale mocno. Nagle po 15 pasach następuje seria 10 szybkich i mocnych po których już płaczę, z przerażeniem myśląc, że to dopiero początek kary. Ale myślę też o tym, że dobrze mi tak, należy się. Po pasie następuje chwila przerwy, czuję pulsowanie tyłka, pociągam nosem.
- nie ma co płakać, powód do płaczu to pani będzie miała jak wezmę rzemień do ręki – mówi spokojnie
Nie odpowiadam. Po chwili mówi:
- proszę liczyć – i zaczyna wymierzać razy dyscypliną.
Po 10 razach przerywa, odchodzi na chwilę po czym podchodzi do mnie i przywiązuje mi ręce i stopy.
- obawiałem się, że tak trzeba będzie postąpić – komentuje.
Jestem przerażona, ale nie mam śmiałości zaprotestować. Znowu myślę, że dobrze mi tak, złoi mi tyłek tak, że nie usiądę przez 2 tygodnie. Padają następne razy. Liczę płacząc. Kiedy zaczyna mi wymierzać razy rzemieniem głośno krzyczę i płaczę. Seria szybkich 5 uderzeń to mój jeden szloch, ale liczyć nie zapominam. Wreszcie koniec. Odwiązuje mnie, a ja ciągle płacząc mówię:
- dziękuję.
- proszę teraz uklęknąć w kącie.
Wstaję, jestem mokra od potu, drżą mi ręce i nogi. Posłusznie klękam, tyłek pulsuje i szczypie potwornie. To nie jest to przyjemne uczucie które lubię. Słyszę jak on wiesza na swoim miejscu pas, dyscyplinę i rzemień.

Nieposłuszna



Powrót na stronę głowną
Powrót do opowiadań